Bielsko Biała … Bielski Okręg Przemysłowy niegdyś wraz z Łodzią – stolicą polskiego włókiennictwa – dziś straszy pustymi halami, gdzie jeszcze tak niedawno słychać było gwar pracowników i stukot ogromnej maszynerii tkackiej. Kiedyś tętniło tu życie, dziś hale są zamknięte i niszczeją. Zalew taniej masówki z Azji przypieczętował los przemysłu włókienniczego w Polsce, tylko w latach 90 XX w. produkcja tkanin bawełnianych i wełnianych spadła o połowę, a jedwabnych aż o 80%.

Pewien czas temu miałam okazję odwiedzić zakład włókienniczy Bielstyl. Okazało się, że zakład, tak jak wiele im podobnych, znajduje się w likwidacji. W stróżówce wita mnie przemiły pan, mówi, że można wejść i zobaczyć, bo „zostały jakieś resztki”. Dzwoni po równie miłą panią, która wprowadza mnie na teren zakładu. Park maszynowy zupełnie już wygaszony. W magazynach, w których półki uginały się kiedyś od pierwszogatunkowej polskiej wełny o niezliczonych wzorach i kolorach, teraz świszczy wiatr. Rzeczywiście zostało już niewiele, trochę tkanin kostiumowo – garniturowych, wełnianych kocy i tkanin obiciowych, a produkowano tutaj tkaniny wełniane począwszy od surowca poprzez tkanie nici, farbowanie, a kończąc na wyrobie gotowym. Od wieloletniego (eks-)pracownika dowiaduję się, że zatrudnieniu byli tu świetni projektanci tkanin, tworzyli tysiące wzorów, co paradoksalnie też ich zapewne zgubiło: stawiali na różnorodność tkanin, a zbyt rozbudowana oferta wzorów doprowadziła do rozdrobnienia biznesu. W efekcie powstawało zbyt dużo rozmaitych i oryginalnych wzorów, być może nie trafiających w niewyćwiczony gust przeciętnego klienta. Koszty zaczęły przewyższać dochody, przedsiębiorstwo przynosiło straty prowadząc do upadłości. Krosna zostały sprzedane i przeniesione w okolice Tomaszowa Mazowieckiego, ale tak niepowtarzalne tkaniny już na nich nie powstaną, w dzisiejszych czasach jest to nieopłacalne. Warto wspomnieć, że przedsięwzięcie produkcji tkanin wymaga ogromnego nakładu powierzchni, co już generuje spore koszty: sam zespół maszyn tkackich zajmował cały pierwszy budynek, a znajdowały się tutaj jeszcze przędzalnia,farbiarnia i wykańczalnia.

Nawet po kilkunastu belkach tkanin, które pozostały w Bielstyl ma się pogląd jak świetnej jakości były to wyroby, wiele z nich to 100% wełna, delikatna, miła w dotyku, nawet ostatnie metry tkanin kostiumowych posiadają nienaganną strukturę. Pani potwierdza: w zakładzie kontrola jakości była na najwyższym poziomie, zakład sukcesywnie utrzymywał wysokie standardy. Nie spodziewałam się, aż tak oryginalnych wzorów, żałuję, że nie przyjechałam tutaj wcześniej.

Zainspirowało mnie to do tego, aby sprawdzić jak radzą sobie inne zakłady, i nie trzeba się głęboko zastanawiać, aby zgadnąć jaki los je spotkał. Bielstyl, Merilana czy Bawelana w samym Bielsku, Mazovia w Tomaszowie Mazowieckim, o wielu łódzkich przedsiębiorstwach nie wspominając, wszystkie zamknięte. Niewielu zakładom powodziło się na tyle, aby przetrwać i dalej funkcjonować, tak jak np. Zakłady Przemysłu Wełnianego 9 Maja w Łodzi, którego początki sięgają 1884 roku!
Czemu o tym piszę? Bo za kilka lat, a może nawet już obecnie, projektanci, producenci odzieży i innych tekstyliów będą szukać polskich tkanin do swoich wyrobów i nie znajdą już ani metra. Będą zmuszeni korzystać z droższych, zagranicznych materiałów, często niedorównujących jakością tym wytwarzanym w polskich zakładach, które znikają. Trochę sentymentalne? Owszem, ale w dobie globalizacji zaczynamy coraz bardziej cenić sobie surowce i produkty, które możemy otrzymać lokalnie. Nie mówię, że powinniśmy stać w miejscu i się nie rozwijać, ale to co było naprawdę dobre i piękne powinno pozostać.

Pojawiają się też głosy, że mimo, iż polski przemysł włókienniczy boleśnie odczuł ostatni kryzys gospodarczy z lat 2008 – 2010, to teraz radzi sobie coraz lepiej, również dzięki możliwości dofinansowania z UE z programu INNOTEXTILE. Podobno produkcja tekstyliów zaczyna wzrastać, a aż połowa wyrobów przeznaczona jest na eksport. Jaki będzie ostateczny los tej gałęzi polskiego przemysłu okaże się w nadchodzących latach. Pewnym natomiast jest to, że już od dłuższego czasu daje się zaobserwować na świecie przybierający na sile trend powrotu do korzeni, korzystania z lokalnych zasobów, falę DIY oraz powrotu wysokiej jakości wyrobów ludzkich rąk. Ręcznie tkane materiały, hafty, nadruki, ozdoby i wszelakiego rodzaju rękodzieło reprezentuje w czasach popularnej „masówki” bezcenną wartość.